Archiwum kategorii: Prosto z głowy...

Kiedy człowiek jest jeszcze małym człowieczkiem świat lubi zadawać mu podchwytliwe pytania.

- Kim chcesz być jak będziesz dorosły?
- Windą.
- Jak to windą? Może raczej windziarzem?
- Nie tato, ja chce być windą. Wina jeździ cały czas, a windziarz czasami z windy wysiada.

Kiedy człowiek staje się dorosły świat zadaje pytania co raz rzadziej, aczkolwiek niemniej podchwytliwie.

- Cieszysz się z tego do czego doszedłeś?
- Nie.
- Dlaczego?
- Chciałem zostać windą.
- Jesteś nienormalny. Jak to windą?
- No tak to właśnie… windą chciałem być i teraz też chciałbym nią być.
- Ale kochanie… dlaczego?
- Winda czasami spada.

Kiedy człowiek czuje się windą świat nie pyta już o nic.

MP3: Venetian Snares – [Winter In The Belly Of A Snake] Sink Snow Angel

Psycholog: Przykro mi, on panią kocha.
Kobieta: Jak to kocha?
P: No… kocha. To takie uczucie. Kiedyś uznawane za szlachetne.
K: I nie da się z tego wyleczyć?
P: Nie. To jest prawdziwa miłość, rzadko spotkana odmiana choroby.
K: Boże… ale jak to? Ja mam firmę, kupiłam nowy samochód, buduje piękny dom… Jak on mógł mnie zarazić miłością?!
P: Następny proszę!

Mężczyzna: I co Piotrek naściemniałes jej tak jak trzeba?

Psycholog (Piotrek): Tak, myślę że to jej odpowiednio namiesza w głowie, a później… później to będzie jak zawsze. Następny proszę!

MP3: Nils Petter Molvćr – [Er] Feeder

Ps. Odkryłem dziś, że po wrzuceniu popiołu z papierosa do prawie pełnej buteki piwo zaczyna się pienić i powoli wyciekac przez szyjkę. Dziękuję za uwagę.

-Jezu synek, co sie stało?
-Mamo bo ja spotkałem bardzo sympatycznych ludzi.

-Najpierw spotkałem kumpla, pamiętasz Filipa?
Sama mówiłaś, że to bardzo sympatyczny chłopak i żebym sie go trzymał. Miałaś racje. Nie miałem pieniędzy, a on był na tyle sympatyczny, że mi je pożyczył.
Poszliśmy do klubu… nie pamiętam jaki to był klub, ale przy barze poznałem bardzo sympatyczną dziewczynę. Trochę porozmawialiśmy, postawiłem jej drinka,kilka drinków… poszliśmy potańczyć.
Jakoś tak za godzinę do Filipa zadzwonił kolega żebyśmy wpadli na imprezę. Zabraliśmy ze sobą Magdę i pojechaliśmy. W połowie drogi zorientowałem się, że nie mam ani komórki ani portfela, ale Filip powiedział żebym sie tym nie przejmował, że miał wypłatę i że jak będzie taka potrzeba to na pewno mi pożyczy. Pojechaliśmy na tę imprezę, strasznie tam było dużo ludzi. Strasznie.
Wiesz że, lubię jak jest dużo ludzi, mimo tego, że sie ich boję. Coś wypiliśmy, wszyscy byli cholernie sympatyczni. Było ok, tak mi się wydaje… zresztą nie pamiętam.

Mamo, nie płacz.

Obudziłem sie w parku, podejrzewam, że było koło 4 rano, bo słońce zaczynało wschodzić. Obok mojej ławki stała butelka, napiłem sie. Powoli zacząłem sobie przypominać jakieś krótkie pourywane fragmenty z tej nocy… ale nie potrafiłem tego zlepić w całośc.
Ktoś krzyczący o pieniądzach, o jakiejś dziewczynie… nie wiem dokładnie o co chodziło. Wypiłem wódkę do końca i zorientowałem się, że cały jestem we krwi. Ale przecież nie czułem sie źle, więc nie przejąłem się tym za bardzo… Owszem przestraszyłem sie, że coś jest ze mną nie tak, ale na prawde nic nie czułem. Siedziałem tak jeszcze z godzine, po parku zaczeli chodzić ludzie. Dziwnie sie na mnie patrzyli. Zawsze sie dziwnie patrzą więc to nie było takie niesamowite.
Podszedł jakiś facet, cholernie sympatyczny gość, zapytał czy mi nie pomóc… czy potrzebuje pieniędzy, jedzenia, narkotyków.
Powiedziałem, że nie, że dam sobie rade,że nie ćpam i “w ogóle to o co mu chodzi”? Usiadł obok i zaczął mi opowiadać historie swojego życia. Nigdy nie lubiłem takich ludzi, którzy sie przysiadają i opowiadają te wszystkie banalne historie, ale tym razem wydało mi sie to fascynujące.
Później skoczyliśmy po wódkę.
Tak minął następny dzień.

On opowiadał – ja słuchałem.

On leciał do sklepu – piliśmy.

Nie pytał o krew, o to dlaczego siedzę na tej ławce.. nie pytał o nic. W końcu poszedł. Ja siedziałem dalej, nie byłem w stanie dojść do siebie, tak jakby coś zablokowało mój mózg i nie pozwalało mi skoncentrować sie nawet na tym, co ja tak właściwie robiłem przez ostatnie 24 godziny.
Teraz wszystko powoli sobie przypominam.
Siedziałem tam jeszcze jakiś czas, nie mam pojęcia ile dokładnie, zresztą to nie jest ważne, kto by sie w takiej sytuacji przejmował tym że, w ogóle istnieje takie coś jak czas.
Zobaczyłem że niedaleko jest postój taksówek. Stwierdziłem, że skoro mam takie szczęście do miłych ludzi, to może jakiś taksówkarz podwiózł by mnie do domu… zadzwonił bym domofonem po ciebie, a ty byś mu zapłaciła.
Zapłaciła byś, prawda?
-Tak synku…
-Dziękuję. No i podszedłem do pierwszego lepszego taksówkarza, powiedziałem mu jak wygląda sytuacja, zgodził się. Chyba zasnąłem w tej taksówce, albo straciłem na chwile świadomość… sam nie wiem. Obudziły mnie głosy z krótkofalówek. Mówili coś o jakimś zabójstwie, o tym że mają podejrzanego.

-Mamo ja naprawdę nie wiem co sie wtedy stało.
-Mamo…?

-Nie ma sympatycznych ludzi synku.

 

Mp3: El-P – [Fantastic damage #03] Deep space 9mm

Jak to jest, że każdy z nas boi się przyszłości? Wolimy “starsze zło” od “nowego dobra”, które przecież mogło by się okazać dla nas dużo dogodniejsze.

Dlaczego?


Patrze na siebie,na znajomych, wielu z nas trzyma się tego co ma : pracy,partnera. Boimy się nowości, boimy się ryzyka. Może to przyzwyczajenie? Mówimy sobie, że to co mamy nam wystarcza i szkoda by było to stracić. Jednak często sytuacja w jakiej się znajdujemy wcale nie jest zachwycająca, a i tak wolimy pozostać przy tym co mamy, nie burząc jakiejś wewnętrznej struktury, schematu według którego żyjemy. Próbowałem to przełożyć na prostsze przykłady. Starsi ludzie boją się poznawać nowoczesności, bo zwyczajnie boją się, że sobie z nią nie poradzą, że będzie dla nich za trudna. Może w każdym z nas kryje się taki przestraszony człowiek? To co już poznaliśmy jest przynajmniej proste izazwyczaj nawet w skarajnych sytuacjach potrafimy dać sobie rade. Nie znam się na psychologii, jednak męczy mnie to od jakiegoś czasu… Narazie nie znalazłem rozwiązania i pytanie “dlaczego?” odkłądam do szufladki z pytaniami bez odpowiedzi.

Jest 01:19 . Znów trzeba iść spać, żeby jutro wrócić do nieznośnej i niezmiennej codzienności. Dobranoc.