Archiwum kategorii: Bohaterowie

Szedł Chmielną, nasz Super Bohater palił ostatniego papierosa, ale tym razem nie był to ten zdołowany Lucky Strike, który mówił mu więcej niż ludzie. Szedł zmęczony, ale szczęśliwy, pod nosem nucąc sobie „Jestem trochę frajer, wiem, taki super frajer, taki jak ja nie ma czego szukać u ciebie, wiem (…)”. Szukał i kochał tych, którzy szukali.

Była 2 rano, dzień zapadał, można było śpiewać na cały głos, wiedząc, że usłyszą cię tylko czarne koty, pustka i przypadkowi przechodnie. Przypadkowi przechodnie – zerkając na niego nie mieli za złe jego fałszu, uśmiechali się niby to ironicznie, niby to dla otuchy.

„(…) nieco wydygany, chronią mnie teraz tylko czarne pingle(…)”

- Ładny tekst – krzyknął mężczyzna o głosie człowieka, który na pewno wie co jest ładne.

- Dziękuję… tez mi się podoba, ale gdzie pan jest? – lekko zmieszany zaistniałą sytuacją Super Bohater szukał w cieniu swojego rozmówcy.

- Ma pan może papierosa? – głos wyszedł z cienia pokazując swoją typową, przepitą twarz faceta koło pięćdziesiątki. Miał na sobie starą jeansową kurtkę, nałożoną na jasno-żółty t-shirt z napisem „I love my life”.

- Ten jest ostatni… – przyspieszając odpowiedział Super Bohater.

- Niech pan tak nie biegnie- zaśmiał się pan w żółtym t-shircie-  znam takich co przebiegli sobie życie nie zauważając, że ktoś chciał im dać szczęście zapakowane w ładne pudełeczko z czerwoną wstążką… znam też takich, którzy nie potrafili tego pudełka otworzyć, patrzyli się na nie całymi dniami, szarpali za wstążkę… jestem raczej tym drugim typem ludzi.

Super Bohater przystanął, słowa odbijały mu się w głowie jak piłeczka pingpongowa, zagłuszając myśli lekkim stukaniem o ścianki. „Szarpali za wstążkę”. W kieszeni miał małe pudełeczko, dostał je od niej wraz z banalnie brzmiącymi słowami „otwórz je, jak już będziesz na to gotowy”.

- Wie pan… takie czasy, człowiek biegnie, człowiek zapomina o prostych przyjemnościach mając nadzieję na to, że tym swoim biegiem uratuje część życia, czyjegoś, swojego. – powiedział Super Bohater mając wzrok skupiony na znoszonych, czarnych, skórzanych butach swojego rozmówcy. – Ładne buty. – wypadło mu z gęby, choć miało siedzieć w niej do nigdy.

- Dziękuję. Kiedyś tez w nich biegłem, którejś nocy znalazłem pudełeczko i od tej chwili zastanawiam się jak je otworzyć. – odpowiedział pan w ładnych butach.

- Może to dziwne, ale też dostałem pudełko, miałem otworzyć je w domu, ale skoro już pana spotkałem… – zawiesił głos Super Bohater. Nowo poznany człowiek kiwnął energicznie ręką wskazując na ławkę i powiedział:

- Usiądźmy, nigdzie się nie spieszę, a każda rozmowa z posiadaczem pudełka daje wiarę na to że można je otworzyć.. skoro ktoś je rozdaje, nie może być to tylko dziwny żart. – powiedział niby żartem.

Siedzieli na ławce wpatrzeni w dwa identyczne pudełka. Opowiedzieli sobie swoje nudne historie. Pierwsza była o człowieku niewykształconym, życiowym samouku, który kiedyś stworzył własny nurt filozoficzny, jednak każdy kto słuchał jego teorii, mówił, że to niemożliwe, że to zbyt bolesne. Druga historia, to życie młodego faceta, super bohatera z wyboru, super bohatera, który zaspał.

Pudełka stały przed nimi. Były momenty kiedy o nich zapominali, kiedy śmiali się w niebo głosy. Co jakiś czas któryś z naszych bohaterów mówił „może spróbujemy je otworzyć…” ale zawsze rozmowa mimo wszystko schodziła na inny temat.

- Kim pan… kim pan tak naprawdę jest? – zapytał Super Bohater.

- A wierzy pan w to, że w ogóle jestem?

- No… chyba tak. – zakłopotany dziwnym pytaniem niby to odpowiedział Super Bohater.

- Chyba? Nie da się wierzyć „chyba”. Jestem… po prostu jestem, nie ma to znaczenia kim jestem, więcej prawdopodobnie się nie spotkamy, miasto jest za duże, a tu bywam rzadko. – tajemniczy człowiek odpowiedział patrząc Super Bohaterowi prosto w oczy.

- Niech pan otworzy.

Dziwak wziął pudełko, szarpnął… szarpnął… nic.

- Może ty… to znaczy, może niech pan spróbuję.

Rozmawiali jeszcze chwilę patrząc na otwarte, puste pudełko i wstążkę latającą delikatnie nad chodnikiem. Ludzie zaczynali już chodzić po ulicach co wyraźnie peszyło towarzysza nocy Super Bohatera.

- Ma pan szczęście. Niech pan tego nie zmarnuje. Panie Super Bohaterze, ja jestem Statystą, teraz pan we mnie wierzy?

- Nie.

Na ulicę wybiegło małe dziecko, miało w ręce balonik, tańczyło do niesłyszalnej muzyki. Super Bohater obserwował ten taniec, myślał o słowach Statysty, kiedy odwrócił się Statysty oczywiście już nie było, nie było tez jego pudełeczka… leżało tylko otwarte pudełko Super Bohatera. Zniknął gdzieś Statysta, zniknęła wstążka, zniknęło dziecko. Super Bohater wstał z ławki, schował pudełko do kieszeni i poszedł w stronę jutra, nucąc „to mogło się nie zdarzyć, to mogło nam się nie przytrafić, nie (…)”.

MP3: Tworzywo Sztuczne – [F3] 11. Loff

(nie wiem skąd wzięły się te dziwne znaczki, nie umiem ich usunąć)

###Warszawa, 29 Lipca, 04:06 – 5:32###

FIKCJA

Małe mieszkanie.
Kiedyś przytulne, zadbane, pełne radości i powietrza.
Dziś. Pełne strachu, puste uczuć, zaniedbane jak jego właściciel, pełne zielonego koloru butelek marki Carlsberg, pełne dymu po spalonych papierosach i skrętach, dymu z lekkim aromatem kawy. Puste.
Nie pamiętał już zbyt wiele ze swojej przeszłości, czasami w głowie – najczęściej na kacu – przelatywał mu krótki film przypominający coś co mogło ale nie musiało być jego wspomnieniami.
Lubił rozmawiać. Z przyjaciółmi, rodziną, ze sobą. Niedawno opowiedział sobie historię pewnego człowieka z Londynu… nieważne… ważna jest jej pointa, mianowicie opowieść przekazywała słodką, wręcz lepką od cynizmu i banału treść, że tacy jak on wspomnień nie mają i mieć ich nie będą. Pompatyczne, śmierdzące zarozumiałym bubkiem stwierdzenie, ale czy aby nie trafne?
Lubił rozmawiać. Z przyjaciółmi. Nie przez przypadek zostali tu wymienieni na pierwszym miejscu. Przyjaciele od jakiegoś czasu miejsca zajmowali mu najwięcej,dosłownie i w przenośni. Piwo, skręty, filmy, muzyka, długie rozmowy, seks, wódka, papierosy z kawą, papierosy bez kawy, papierosy na kacu, papierosy przed kacem, papierosy zawsze – tylko nie podczas jedzenia– to było to co kochał. Przyjaciele byli zawsze („zawsze“to pojęcie względne, najczęściej łączy się z pieniędzmi, rozterkami czy zwyczajną potrzebą upodlenia się).
Kochał rodzinę, ale bał się przez całe życie że ją zawiedzie, co nie zawsze pozwalało mu na pełnię szczerości. Jedynie z matką i babcią potrafił czasami szczerzej porozmawiać.
Kobiety. Czasami nietrzeźwy popadał w samozachwyt, wyobrażał sobie siebie na szczycie osiągnięć – gdyby narysował obraz przedstawiający siebie, zapewne byłby to dumny marynarz z syreną wpatrzoną prosto w jego oczy. Kicz. Kicz i bubel. Jednak to właśnie te syreny potrafiły złagodzić i uspokoić jego roztrzęsiony charakter. Każdy ma słabości prawda? Jego słabość polegała na poszukiwaniu tej jedynej kobiety. Znalazł ją, tę jedyną. Później znalazł drugą „tę jedyną“. Trzecią. Piątą.
Szukał. Szukał jak dzielny rycerz, przemierzając ciemne lasy, niebezpieczne doliny, okradając bogatych i pierdoląc biednych. Przeszukując wszystkie zakamarki pobliskich zamków otwartych 24h. To wszystko dla tej jedynej. Księżniczki z krwi i kości. Kiczowate i żałosne były te jego tłumaczenia, trzeba jednak przyznać, że był co do ich treści głęboko przekonany. Panie J, M, K, W, M, A, L, F, A, B, E , T (kolejność nieprzypadkowa) również miały słabości, jednak te ze względu na dyskrecję zostawmy między wierszami.

DIALOG

Siedział na kanapie, próbując zrozumieć abstrakcję przeprowadzonej przed chwilą rozmowy z kolegą P.

(w tle muzyka z napisów końcowych z filmu „Niebezpieczny umysł“)

P: Tak sobie siedzimy, palimy, film oglądamy, he he.
Główny Bohater: Tak sobie. W ogóle jest tak sobie.
P: Co jest tak sobie?
Cisza.
P: Ale ty śmiesznie wyglądasz, ha ha ha! Siedzisz jak ten ćpun i gapisz się w pieprzony telewizor.
GB: Powiedziałeś P, że tak sobie siedziMY, paliMY i oglądamy film, więc nie mów mi, że wyglądam jak ćpun bo nie wyglądam aż tak chujowo jak ty.
Cisza.
P:He, he… a widziałeś ten filmik na YouTube…? No, ten taki z brzuchomówcą i „lalką szkieletem terrorystą“…

(Słychac tylko dźwięk gaszonego telewizora. Ksst)
Abstrakcja jest po to by ją tworzyć i jej nie rozumieć.

KANAPA
Siedział na kanapie, próbując zrozumieć abstrakcję przeprowadzonej przed chwilą rozmowy z kolegą P. palił papierosa, i pił wodę. Pił wodę? Tak pił wodę, jutro też ma zamiar pić jedynie wodę, bo przeciez „trzeba sie ogarnąć“. Jeszcze tylko zapisze coś w dzienniku, jeszcze tylko wyleje z siebie całą złość – wyleje ją tym razem w postaci nie płynnej, a słów – wtedy będzie spokojnie mógł iść spać, przekonany o swej duchowej odmianie. Pieprzony gówniarz w ciele dorosłego, który kiedyś wierzył w św. Mikołaja… dziś wierzy w to, że jednak mu się uda. Pamięta jak pisał listy do św. Mikołaja. To jedna z tych niewielu rzeczy, które czasami przelecą mu gdzieś w pamięci. Najgorszy był moment kiedy starszy o rok kolega M. zdradził mu sekret mówiąc „twoja stara to św. Mikołaj“. Szok i ogłupienie, poczucie zdrady. Jak to jego stara? Czemu nie stara kolegi M.? Zawsze wszystko na jego 5 letnich barkach.
Siedział i palił. Woda się skończyła, a ruszenie się po jeszcze jedną szklankę było dla niego jego małym prywatnym wypadem na K2. Dlaczego nigdy nie wpadł na to żeby przynieść sobie dwie szklanki? Hm, a dlaczego alpiniści na swoich szczytach wbijają tylko jedną flagę?
Kochał to. Kochał te odpowiedzi pytaniem na pytanie, to kręcenie, wszystkie szybko wymyślane kłamstwa i kłamstewka, podkoloryzowania rzeczywistości, flirty, rozmowy, filmy, papierosy, skręty… piwo, wódke, wino, seks, muzykę… Siebie, ciebie, nas ,was – miał ochotę zabić, ale to już temat na inną opowieść o życiu Głównego Bohatera. Tymczasem…

LUCKY STRIKE, CZYLI FETYSZ TEŻ CZŁOWIEK
Główny Bohater: Wiesz, że jesteś ostatni?
Ostatni Lucky Strike: Ostatni prawdziwy? Później zostaną ci już tylko te pieprzone, nie estetycznie skręcone, pseudo papierosy stworzone z nic nie wartego tytoniu Drum.
GB: Drum jest dobry, co ty możesz wiedzieć o paleniu, paliłeś kiedyś?
OLS: Co ja mogę wiedzieć o paleniu… obserwuję cię od 17 godzin, od momentu kiedy pani w sklepie podała ci paczkę wypełnioną po brzegi twoimi ukochanymi czerwonymi Lucky Strike. Co ja mogę wiedzieć… Właściwie co ja mogę widzieć? Mój drogi, ja jestem original red, jestem toasted i british-amercian, jestem wytworem firmy, której wszystkie legendy masz w małym palcu. Widzę jak palisz cudze papierosy, jak zaciągasz się dajmy na to… Davidoffem, pieprzonym lightem, którego dym układa ci się w napis „kurewsko to chemiczne“. Widzę jak palisz ten Drum, jak nie zachwycasz się nad jego połączeniem ze smakiem dobrej kawy. Zresztą… Główny bohaterze dlaczego rozmawiasz ze mną a nie z Drumem?
GB: Przebiegły z ciebie skurwiel. To co, spalamy się?
OLS: Daj ogień.

(zdjęcie nie moje, skradzione w Internecie, szanownemu autorowi gratuluję i przepraszam za użycie)

I to tyle na dziś moi drodzy mali czytelnicy. Wybaczcie stylistykę ale godzina już dla was poranna więc nie będę nic poprawiał tylko położę się spać. Może jeszcze kiedyś opowiem wam coś o Głównym Bohaterze. Mam pytanie. Ktoś to w ogóle czyta?
Dobranoc.

Mp3: Gorni Kramer – … tytułu nie pamiętam jak ktoś chce to jutro podam.mp3