Archiwum kategorii: Grafomania

10

Pije gapiąc sie w monitor, tak jakby miało to coś zmienić.

9

Wczoraj tu siedziałaś i piłaś ze mną, tak jakby miało to coś zmienić.

8

Poszliśmy do łózka, tak dosłownie, tak jakby miało to coś zmienić.

7

Nic się nie stało. A przynajmniej nie stało się nic co można by uznać za “coś”. Spłonęliśmy bo nie wiedzieliśmy czy warto by było skończyć coś, żeby coś zacząć. Zacząć coś co miałoby coś zmienić. Coś.

6

Piszę bzdury.  Chciałem napisać coś o Tobie, ale wszystko brzmi tak banalnie, tak grafomańsko, wszystko jest tylko bełkotem, którym nie będę próbował nic zmieniać.

5

Więc siedzę dalej wgapiony w monitor, tak jakby miało to coś zmienić.

4

Znikniemy się? Ok. Raz, dwa…

3

Jesteś moją krótką formą, rozumiesz? Krótkim zdaniem. Dwa słowa i kropka. Jedną nocą, która nic nie zmieni.

2

Jutro zapomnisz, ja zapomnę, nikt sie nie dowie i nic się nie zmieni.

1

Jesteśmy bezpieczni. Raz, dwa, trzy.

Przecież mieliśmy zniknąć razem, a nie oddzielnie.

Kiedy człowiek jest jeszcze małym człowieczkiem świat lubi zadawać mu podchwytliwe pytania.

- Kim chcesz być jak będziesz dorosły?
- Windą.
- Jak to windą? Może raczej windziarzem?
- Nie tato, ja chce być windą. Wina jeździ cały czas, a windziarz czasami z windy wysiada.

Kiedy człowiek staje się dorosły świat zadaje pytania co raz rzadziej, aczkolwiek niemniej podchwytliwie.

- Cieszysz się z tego do czego doszedłeś?
- Nie.
- Dlaczego?
- Chciałem zostać windą.
- Jesteś nienormalny. Jak to windą?
- No tak to właśnie… windą chciałem być i teraz też chciałbym nią być.
- Ale kochanie… dlaczego?
- Winda czasami spada.

Kiedy człowiek czuje się windą świat nie pyta już o nic.

MP3: Venetian Snares – [Winter In The Belly Of A Snake] Sink Snow Angel

Szedł Chmielną, nasz Super Bohater palił ostatniego papierosa, ale tym razem nie był to ten zdołowany Lucky Strike, który mówił mu więcej niż ludzie. Szedł zmęczony, ale szczęśliwy, pod nosem nucąc sobie „Jestem trochę frajer, wiem, taki super frajer, taki jak ja nie ma czego szukać u ciebie, wiem (…)”. Szukał i kochał tych, którzy szukali.

Była 2 rano, dzień zapadał, można było śpiewać na cały głos, wiedząc, że usłyszą cię tylko czarne koty, pustka i przypadkowi przechodnie. Przypadkowi przechodnie – zerkając na niego nie mieli za złe jego fałszu, uśmiechali się niby to ironicznie, niby to dla otuchy.

„(…) nieco wydygany, chronią mnie teraz tylko czarne pingle(…)”

- Ładny tekst – krzyknął mężczyzna o głosie człowieka, który na pewno wie co jest ładne.

- Dziękuję… tez mi się podoba, ale gdzie pan jest? – lekko zmieszany zaistniałą sytuacją Super Bohater szukał w cieniu swojego rozmówcy.

- Ma pan może papierosa? – głos wyszedł z cienia pokazując swoją typową, przepitą twarz faceta koło pięćdziesiątki. Miał na sobie starą jeansową kurtkę, nałożoną na jasno-żółty t-shirt z napisem „I love my life”.

- Ten jest ostatni… – przyspieszając odpowiedział Super Bohater.

- Niech pan tak nie biegnie- zaśmiał się pan w żółtym t-shircie-  znam takich co przebiegli sobie życie nie zauważając, że ktoś chciał im dać szczęście zapakowane w ładne pudełeczko z czerwoną wstążką… znam też takich, którzy nie potrafili tego pudełka otworzyć, patrzyli się na nie całymi dniami, szarpali za wstążkę… jestem raczej tym drugim typem ludzi.

Super Bohater przystanął, słowa odbijały mu się w głowie jak piłeczka pingpongowa, zagłuszając myśli lekkim stukaniem o ścianki. „Szarpali za wstążkę”. W kieszeni miał małe pudełeczko, dostał je od niej wraz z banalnie brzmiącymi słowami „otwórz je, jak już będziesz na to gotowy”.

- Wie pan… takie czasy, człowiek biegnie, człowiek zapomina o prostych przyjemnościach mając nadzieję na to, że tym swoim biegiem uratuje część życia, czyjegoś, swojego. – powiedział Super Bohater mając wzrok skupiony na znoszonych, czarnych, skórzanych butach swojego rozmówcy. – Ładne buty. – wypadło mu z gęby, choć miało siedzieć w niej do nigdy.

- Dziękuję. Kiedyś tez w nich biegłem, którejś nocy znalazłem pudełeczko i od tej chwili zastanawiam się jak je otworzyć. – odpowiedział pan w ładnych butach.

- Może to dziwne, ale też dostałem pudełko, miałem otworzyć je w domu, ale skoro już pana spotkałem… – zawiesił głos Super Bohater. Nowo poznany człowiek kiwnął energicznie ręką wskazując na ławkę i powiedział:

- Usiądźmy, nigdzie się nie spieszę, a każda rozmowa z posiadaczem pudełka daje wiarę na to że można je otworzyć.. skoro ktoś je rozdaje, nie może być to tylko dziwny żart. – powiedział niby żartem.

Siedzieli na ławce wpatrzeni w dwa identyczne pudełka. Opowiedzieli sobie swoje nudne historie. Pierwsza była o człowieku niewykształconym, życiowym samouku, który kiedyś stworzył własny nurt filozoficzny, jednak każdy kto słuchał jego teorii, mówił, że to niemożliwe, że to zbyt bolesne. Druga historia, to życie młodego faceta, super bohatera z wyboru, super bohatera, który zaspał.

Pudełka stały przed nimi. Były momenty kiedy o nich zapominali, kiedy śmiali się w niebo głosy. Co jakiś czas któryś z naszych bohaterów mówił „może spróbujemy je otworzyć…” ale zawsze rozmowa mimo wszystko schodziła na inny temat.

- Kim pan… kim pan tak naprawdę jest? – zapytał Super Bohater.

- A wierzy pan w to, że w ogóle jestem?

- No… chyba tak. – zakłopotany dziwnym pytaniem niby to odpowiedział Super Bohater.

- Chyba? Nie da się wierzyć „chyba”. Jestem… po prostu jestem, nie ma to znaczenia kim jestem, więcej prawdopodobnie się nie spotkamy, miasto jest za duże, a tu bywam rzadko. – tajemniczy człowiek odpowiedział patrząc Super Bohaterowi prosto w oczy.

- Niech pan otworzy.

Dziwak wziął pudełko, szarpnął… szarpnął… nic.

- Może ty… to znaczy, może niech pan spróbuję.

Rozmawiali jeszcze chwilę patrząc na otwarte, puste pudełko i wstążkę latającą delikatnie nad chodnikiem. Ludzie zaczynali już chodzić po ulicach co wyraźnie peszyło towarzysza nocy Super Bohatera.

- Ma pan szczęście. Niech pan tego nie zmarnuje. Panie Super Bohaterze, ja jestem Statystą, teraz pan we mnie wierzy?

- Nie.

Na ulicę wybiegło małe dziecko, miało w ręce balonik, tańczyło do niesłyszalnej muzyki. Super Bohater obserwował ten taniec, myślał o słowach Statysty, kiedy odwrócił się Statysty oczywiście już nie było, nie było tez jego pudełeczka… leżało tylko otwarte pudełko Super Bohatera. Zniknął gdzieś Statysta, zniknęła wstążka, zniknęło dziecko. Super Bohater wstał z ławki, schował pudełko do kieszeni i poszedł w stronę jutra, nucąc „to mogło się nie zdarzyć, to mogło nam się nie przytrafić, nie (…)”.

MP3: Tworzywo Sztuczne – [F3] 11. Loff

(nie wiem skąd wzięły się te dziwne znaczki, nie umiem ich usunąć)

###Warszawa, 29 Lipca, 04:06 – 5:32###

FIKCJA

Małe mieszkanie.
Kiedyś przytulne, zadbane, pełne radości i powietrza.
Dziś. Pełne strachu, puste uczuć, zaniedbane jak jego właściciel, pełne zielonego koloru butelek marki Carlsberg, pełne dymu po spalonych papierosach i skrętach, dymu z lekkim aromatem kawy. Puste.
Nie pamiętał już zbyt wiele ze swojej przeszłości, czasami w głowie – najczęściej na kacu – przelatywał mu krótki film przypominający coś co mogło ale nie musiało być jego wspomnieniami.
Lubił rozmawiać. Z przyjaciółmi, rodziną, ze sobą. Niedawno opowiedział sobie historię pewnego człowieka z Londynu… nieważne… ważna jest jej pointa, mianowicie opowieść przekazywała słodką, wręcz lepką od cynizmu i banału treść, że tacy jak on wspomnień nie mają i mieć ich nie będą. Pompatyczne, śmierdzące zarozumiałym bubkiem stwierdzenie, ale czy aby nie trafne?
Lubił rozmawiać. Z przyjaciółmi. Nie przez przypadek zostali tu wymienieni na pierwszym miejscu. Przyjaciele od jakiegoś czasu miejsca zajmowali mu najwięcej,dosłownie i w przenośni. Piwo, skręty, filmy, muzyka, długie rozmowy, seks, wódka, papierosy z kawą, papierosy bez kawy, papierosy na kacu, papierosy przed kacem, papierosy zawsze – tylko nie podczas jedzenia– to było to co kochał. Przyjaciele byli zawsze („zawsze“to pojęcie względne, najczęściej łączy się z pieniędzmi, rozterkami czy zwyczajną potrzebą upodlenia się).
Kochał rodzinę, ale bał się przez całe życie że ją zawiedzie, co nie zawsze pozwalało mu na pełnię szczerości. Jedynie z matką i babcią potrafił czasami szczerzej porozmawiać.
Kobiety. Czasami nietrzeźwy popadał w samozachwyt, wyobrażał sobie siebie na szczycie osiągnięć – gdyby narysował obraz przedstawiający siebie, zapewne byłby to dumny marynarz z syreną wpatrzoną prosto w jego oczy. Kicz. Kicz i bubel. Jednak to właśnie te syreny potrafiły złagodzić i uspokoić jego roztrzęsiony charakter. Każdy ma słabości prawda? Jego słabość polegała na poszukiwaniu tej jedynej kobiety. Znalazł ją, tę jedyną. Później znalazł drugą „tę jedyną“. Trzecią. Piątą.
Szukał. Szukał jak dzielny rycerz, przemierzając ciemne lasy, niebezpieczne doliny, okradając bogatych i pierdoląc biednych. Przeszukując wszystkie zakamarki pobliskich zamków otwartych 24h. To wszystko dla tej jedynej. Księżniczki z krwi i kości. Kiczowate i żałosne były te jego tłumaczenia, trzeba jednak przyznać, że był co do ich treści głęboko przekonany. Panie J, M, K, W, M, A, L, F, A, B, E , T (kolejność nieprzypadkowa) również miały słabości, jednak te ze względu na dyskrecję zostawmy między wierszami.

DIALOG

Siedział na kanapie, próbując zrozumieć abstrakcję przeprowadzonej przed chwilą rozmowy z kolegą P.

(w tle muzyka z napisów końcowych z filmu „Niebezpieczny umysł“)

P: Tak sobie siedzimy, palimy, film oglądamy, he he.
Główny Bohater: Tak sobie. W ogóle jest tak sobie.
P: Co jest tak sobie?
Cisza.
P: Ale ty śmiesznie wyglądasz, ha ha ha! Siedzisz jak ten ćpun i gapisz się w pieprzony telewizor.
GB: Powiedziałeś P, że tak sobie siedziMY, paliMY i oglądamy film, więc nie mów mi, że wyglądam jak ćpun bo nie wyglądam aż tak chujowo jak ty.
Cisza.
P:He, he… a widziałeś ten filmik na YouTube…? No, ten taki z brzuchomówcą i „lalką szkieletem terrorystą“…

(Słychac tylko dźwięk gaszonego telewizora. Ksst)
Abstrakcja jest po to by ją tworzyć i jej nie rozumieć.

KANAPA
Siedział na kanapie, próbując zrozumieć abstrakcję przeprowadzonej przed chwilą rozmowy z kolegą P. palił papierosa, i pił wodę. Pił wodę? Tak pił wodę, jutro też ma zamiar pić jedynie wodę, bo przeciez „trzeba sie ogarnąć“. Jeszcze tylko zapisze coś w dzienniku, jeszcze tylko wyleje z siebie całą złość – wyleje ją tym razem w postaci nie płynnej, a słów – wtedy będzie spokojnie mógł iść spać, przekonany o swej duchowej odmianie. Pieprzony gówniarz w ciele dorosłego, który kiedyś wierzył w św. Mikołaja… dziś wierzy w to, że jednak mu się uda. Pamięta jak pisał listy do św. Mikołaja. To jedna z tych niewielu rzeczy, które czasami przelecą mu gdzieś w pamięci. Najgorszy był moment kiedy starszy o rok kolega M. zdradził mu sekret mówiąc „twoja stara to św. Mikołaj“. Szok i ogłupienie, poczucie zdrady. Jak to jego stara? Czemu nie stara kolegi M.? Zawsze wszystko na jego 5 letnich barkach.
Siedział i palił. Woda się skończyła, a ruszenie się po jeszcze jedną szklankę było dla niego jego małym prywatnym wypadem na K2. Dlaczego nigdy nie wpadł na to żeby przynieść sobie dwie szklanki? Hm, a dlaczego alpiniści na swoich szczytach wbijają tylko jedną flagę?
Kochał to. Kochał te odpowiedzi pytaniem na pytanie, to kręcenie, wszystkie szybko wymyślane kłamstwa i kłamstewka, podkoloryzowania rzeczywistości, flirty, rozmowy, filmy, papierosy, skręty… piwo, wódke, wino, seks, muzykę… Siebie, ciebie, nas ,was – miał ochotę zabić, ale to już temat na inną opowieść o życiu Głównego Bohatera. Tymczasem…

LUCKY STRIKE, CZYLI FETYSZ TEŻ CZŁOWIEK
Główny Bohater: Wiesz, że jesteś ostatni?
Ostatni Lucky Strike: Ostatni prawdziwy? Później zostaną ci już tylko te pieprzone, nie estetycznie skręcone, pseudo papierosy stworzone z nic nie wartego tytoniu Drum.
GB: Drum jest dobry, co ty możesz wiedzieć o paleniu, paliłeś kiedyś?
OLS: Co ja mogę wiedzieć o paleniu… obserwuję cię od 17 godzin, od momentu kiedy pani w sklepie podała ci paczkę wypełnioną po brzegi twoimi ukochanymi czerwonymi Lucky Strike. Co ja mogę wiedzieć… Właściwie co ja mogę widzieć? Mój drogi, ja jestem original red, jestem toasted i british-amercian, jestem wytworem firmy, której wszystkie legendy masz w małym palcu. Widzę jak palisz cudze papierosy, jak zaciągasz się dajmy na to… Davidoffem, pieprzonym lightem, którego dym układa ci się w napis „kurewsko to chemiczne“. Widzę jak palisz ten Drum, jak nie zachwycasz się nad jego połączeniem ze smakiem dobrej kawy. Zresztą… Główny bohaterze dlaczego rozmawiasz ze mną a nie z Drumem?
GB: Przebiegły z ciebie skurwiel. To co, spalamy się?
OLS: Daj ogień.

(zdjęcie nie moje, skradzione w Internecie, szanownemu autorowi gratuluję i przepraszam za użycie)

I to tyle na dziś moi drodzy mali czytelnicy. Wybaczcie stylistykę ale godzina już dla was poranna więc nie będę nic poprawiał tylko położę się spać. Może jeszcze kiedyś opowiem wam coś o Głównym Bohaterze. Mam pytanie. Ktoś to w ogóle czyta?
Dobranoc.

Mp3: Gorni Kramer – … tytułu nie pamiętam jak ktoś chce to jutro podam.mp3

Psycholog: Przykro mi, on panią kocha.
Kobieta: Jak to kocha?
P: No… kocha. To takie uczucie. Kiedyś uznawane za szlachetne.
K: I nie da się z tego wyleczyć?
P: Nie. To jest prawdziwa miłość, rzadko spotkana odmiana choroby.
K: Boże… ale jak to? Ja mam firmę, kupiłam nowy samochód, buduje piękny dom… Jak on mógł mnie zarazić miłością?!
P: Następny proszę!

Mężczyzna: I co Piotrek naściemniałes jej tak jak trzeba?

Psycholog (Piotrek): Tak, myślę że to jej odpowiednio namiesza w głowie, a później… później to będzie jak zawsze. Następny proszę!

MP3: Nils Petter Molvćr – [Er] Feeder

Ps. Odkryłem dziś, że po wrzuceniu popiołu z papierosa do prawie pełnej buteki piwo zaczyna się pienić i powoli wyciekac przez szyjkę. Dziękuję za uwagę.

Kiedy przyjaciel, z którym sporo piję, mówi żebym przynajmniej nie pił do lustra

– otwieram kolejne piwo, i to nie ostatni raz;

Kiedy dziewczyna, z którą sypiam orientuje się, że to tylko seks

– zapraszam ją do siebie na jutro, i to nie ostatni raz;

Kiedy patrze w lustro i widzę obcego człowieka z pustą już butelką, mówię sobie to ostatni raz

– i to nie jest ostatni raz;

Kiedy ostatni raz zrobisz coś na przekór całemu światu?

 

 

Mp3:  The Streets – [A Grand Don't Come For Free #04] Blinded By The Lights

-Jezu synek, co sie stało?
-Mamo bo ja spotkałem bardzo sympatycznych ludzi.

-Najpierw spotkałem kumpla, pamiętasz Filipa?
Sama mówiłaś, że to bardzo sympatyczny chłopak i żebym sie go trzymał. Miałaś racje. Nie miałem pieniędzy, a on był na tyle sympatyczny, że mi je pożyczył.
Poszliśmy do klubu… nie pamiętam jaki to był klub, ale przy barze poznałem bardzo sympatyczną dziewczynę. Trochę porozmawialiśmy, postawiłem jej drinka,kilka drinków… poszliśmy potańczyć.
Jakoś tak za godzinę do Filipa zadzwonił kolega żebyśmy wpadli na imprezę. Zabraliśmy ze sobą Magdę i pojechaliśmy. W połowie drogi zorientowałem się, że nie mam ani komórki ani portfela, ale Filip powiedział żebym sie tym nie przejmował, że miał wypłatę i że jak będzie taka potrzeba to na pewno mi pożyczy. Pojechaliśmy na tę imprezę, strasznie tam było dużo ludzi. Strasznie.
Wiesz że, lubię jak jest dużo ludzi, mimo tego, że sie ich boję. Coś wypiliśmy, wszyscy byli cholernie sympatyczni. Było ok, tak mi się wydaje… zresztą nie pamiętam.

Mamo, nie płacz.

Obudziłem sie w parku, podejrzewam, że było koło 4 rano, bo słońce zaczynało wschodzić. Obok mojej ławki stała butelka, napiłem sie. Powoli zacząłem sobie przypominać jakieś krótkie pourywane fragmenty z tej nocy… ale nie potrafiłem tego zlepić w całośc.
Ktoś krzyczący o pieniądzach, o jakiejś dziewczynie… nie wiem dokładnie o co chodziło. Wypiłem wódkę do końca i zorientowałem się, że cały jestem we krwi. Ale przecież nie czułem sie źle, więc nie przejąłem się tym za bardzo… Owszem przestraszyłem sie, że coś jest ze mną nie tak, ale na prawde nic nie czułem. Siedziałem tak jeszcze z godzine, po parku zaczeli chodzić ludzie. Dziwnie sie na mnie patrzyli. Zawsze sie dziwnie patrzą więc to nie było takie niesamowite.
Podszedł jakiś facet, cholernie sympatyczny gość, zapytał czy mi nie pomóc… czy potrzebuje pieniędzy, jedzenia, narkotyków.
Powiedziałem, że nie, że dam sobie rade,że nie ćpam i “w ogóle to o co mu chodzi”? Usiadł obok i zaczął mi opowiadać historie swojego życia. Nigdy nie lubiłem takich ludzi, którzy sie przysiadają i opowiadają te wszystkie banalne historie, ale tym razem wydało mi sie to fascynujące.
Później skoczyliśmy po wódkę.
Tak minął następny dzień.

On opowiadał – ja słuchałem.

On leciał do sklepu – piliśmy.

Nie pytał o krew, o to dlaczego siedzę na tej ławce.. nie pytał o nic. W końcu poszedł. Ja siedziałem dalej, nie byłem w stanie dojść do siebie, tak jakby coś zablokowało mój mózg i nie pozwalało mi skoncentrować sie nawet na tym, co ja tak właściwie robiłem przez ostatnie 24 godziny.
Teraz wszystko powoli sobie przypominam.
Siedziałem tam jeszcze jakiś czas, nie mam pojęcia ile dokładnie, zresztą to nie jest ważne, kto by sie w takiej sytuacji przejmował tym że, w ogóle istnieje takie coś jak czas.
Zobaczyłem że niedaleko jest postój taksówek. Stwierdziłem, że skoro mam takie szczęście do miłych ludzi, to może jakiś taksówkarz podwiózł by mnie do domu… zadzwonił bym domofonem po ciebie, a ty byś mu zapłaciła.
Zapłaciła byś, prawda?
-Tak synku…
-Dziękuję. No i podszedłem do pierwszego lepszego taksówkarza, powiedziałem mu jak wygląda sytuacja, zgodził się. Chyba zasnąłem w tej taksówce, albo straciłem na chwile świadomość… sam nie wiem. Obudziły mnie głosy z krótkofalówek. Mówili coś o jakimś zabójstwie, o tym że mają podejrzanego.

-Mamo ja naprawdę nie wiem co sie wtedy stało.
-Mamo…?

-Nie ma sympatycznych ludzi synku.

 

Mp3: El-P – [Fantastic damage #03] Deep space 9mm