„Piękność w opałach” („Kráska v nesnázích”), reż. Jan Hřebejk, prod. Czechy, 2006

Cieszę się, że przed pójściem do kina nie przeczytałem streszczenia ani nie rozmawiałem z nikim, kto już widział ten film. Prawdopodobnie gdybym dowiedział się, o czym opowiada, ,machnąłbym arogancko ręką i darował sobie zatruwanie głowy kolejną infantylną, wręcz harlekinowską historyjką. Jednak to właśnie fabuła jest jednym z atutów tego filmu. A może nie atutów, lecz składników, które przyczyniły się do tego, że po wyjściu z kina, z moich ust padły słowa „naprawdę dobry film”. Brzmi to absurdalnie? Być może, dlatego postaram się w kilku słowach wytłumaczyć ten fenomen.
Film opowiada historię młodej Czeszki, żony złodzieja samochodów. Jak łatwo się domyślić, złodzieja w końcu łapie policja, a kobieta z dwójką dzieci zostają „na lodzie”. Jednak los się do nich uśmiecha. Właścicielem samochodu okazuje się bogaty starszy Włoch, w dodatku o nadzwyczaj dobrym (lub jak kto woli: naiwnym) sercu. Mężczyznę przeraża bieda, w jakiej żyje czeska rodzina, zaczyna się nią opiekować. Oczywiście pomiędzy Czeszką a Włochem zawiązuje się romans (a nie mówiłem, że banał?), wyjeżdżają do Toskanii, gdzie życie pozornie staje się piękniejsze. Czeszka po pewnym czasie zaczyna przeżywać kryzys, mimowolnie tęskni do męża, który po wyjściu z więzienia „zmienia się” na lepsze, zdradza swojego włoskiego „wybawiciela”, itd. itp…
Co w takim razie mnie zachwyciło na tyle, żeby napisać pozytywną recenzję? Przede wszystkim sposób, w jaki historia ta została pokazana. Nie wiem, czy to czeskie kino ma w sobie taką magię, ale nie wyobrażam sobie amerykańskiego czy nawet francuskiego filmu o zbliżonej treści, który tak prostą do wymyślenia fabułę pokazałby w tak ciekawy sposób. Przerysowane, karykaturalne wręcz postacie genialnie grają dzięki kontrastom. Szarmancki, pełen klasy Włoch oraz zapyziały Czeski prostak (ojczym głównej bohaterki), postawieni w jednej restauracji doprowadzają widza do śmiechu i (jak to bywa w czeskim kinie), a jednocześnie zmuszają do przemyśleń o wartościach. Postać niegdyś komunistycznej nauczycielki, a dziś głęboko wierzącej w Boga emerytki, genialnie wyśmiewa hipokryzję i pokazuje problem nieumiejętności „zaklimatyzowania się” w nowoczesnych Czechach ludzi wychowanych za czasów realnego socjalizmu. Przykładów abstrakcyjnego i humorystycznego podejścia do przeróżnych problemów można zapewne wymienić bez liku i – co więcej – nic nie jest tu zbędne.
Wracając z kina, zastanawiałem się, który z aktorów odegrał swoją rolę najlepiej, jednak nie jestem w stanie tego jednoznacznie ocenić. Nie dzieje się to tylko dzięki ich świetnym umiejętnościom aktorskim, ale także za sprawą reżysera, który do swojego filmu wybrał znakomicie pasujących odtwórców jakże charakterystycznych i trudnych do zagrania ról.
Podsumowując, jeżeli masz ochotę na ambitne kino, które zarazem nie będzie zbyt trudne, to idź jak najszybciej do kina Muranów i kup dwa bilety na “Piękność w opałach”; jeżeli natomiast wolisz banały, które są nimi od początku do końca, to film ten raczej nie przypadnie ci do gustu, więc lepiej zobacz, co grają w multipleksach.
PS. Chyba pójdę na ten film po raz drugi, zabierając ze sobą jakąś młoda inteligentną kobietę, bo jestem ciekaw, jak one odbierają tę historię ;).
Ocena: 9/10



Mp3: Architecture In Helsinki – [Fingers Crossed CD1 #04] Scissor Paper Rock
2 Komentarze
Zgodzę się z tą recenzją. Niezły film.
mnie w sumie mógłbys zabrać, bo bym se obejrzała ale…moje dwa miejskie kina sa w remoncie, więc jedynie co zostaje to filmowe kulturyzowanie się przez internet.
acha. w ogóle w szoku jestem jakiego Ty słownictwa tu używasz, przyznaj sie kto to za Ciebie pisze ;> mhihihi. ;*